|
|
 |
| FLISAK. LEGENDA TORUŃSKA. Widowisko plenerowe Premiera 2007 rok
Barwne widowisko familijne z możliwością iluminacji Trzymetrowe kukły Akrobacje na szczudłach Muzyka grana na żywo, instrumenty perkusyjne, skrzypce, wokal
Widowisko oparte jest na Legendzie toruńskiej: Podczas
natrętnej plagi żab burmistrz ogłosił, że śmiałek który wymyśli
sposób na wyprowadzenie żab z miasta zostanie sowicie wynagrodzony i
otrzyma rękę jego ślicznej córki. Młody flisak najmocniej w
owej pannie zakochany ogłosił, że zna skuteczny sposób na pozbycie
się natrętnych istot. Nikt nie chciał uwierzyć młodzieńcu. Flisak
wyszedł na rynek miasta ze skrzypcami w ręku. Zaczął wygrywać na
nich piękne flisacze melodie. Grał tak pięknie, że żaby
zaczęły wychodzić ze swych kryjówek. Ten zaś powoli, nie
przestając grać wyruszył w kierunku Bramy Chełmińskiej, a zasłuchane
żaby, jakby zahipnotyzowane ruszyły za nim. Flisak podążał dalej w
kierunku przedmieścia Mokre, na którym znajdowały się bagna. Tu flisak przerwał grę, a żaby rozpierzchły się po bagnach i na nich pozostały. Młodzieniec powrócił do miasta radośnie witany przez wdzięcznych Torunian. Burmistrz dotrzymał danego słowa i rychło odbył się ślub młodego flisaka i pięknej córki burmistrza. Huczne wesele trwało siedem dni i siedem nocy. Radości nie było końca
„DIETRICH. BROKEN NAILS” TEATR WICZY Premiera: 2007 rok
Scenariusz i reżyseria: Romuald Wicza Pokojski Występuje: Anna Skubik Opracowanie muzyczne: Igor Nowicki
Marlena Dietrich stara i nieszczęśliwa ostatnie lata swojego życia spędziła w swoim domu w Paryżu, z dala od fleszy adoratorów i rodziny, zmarła w samotności. Spektakl jest intymnym portretem gwiazdy, która zapoczątkowała nowy wizerunek kobiety. Kobiety pięknej niezależnej lubiącej kochać będącej upragnionym przedmiotem obu płci zdystansowanej namiętnej zjawiskowej. To obraz poświęceń dla miłości i piękna, ceny jaką płaci się za pakt ze sławą.
Z prasy: „Teatr Wiczy rozprawia się z mitem Marleny Dietrich. W "Złamanych paznokciach" - spektaklu czułym i bardzo kobiecym - zauważa, że ikona seksu, starzejąc się, umiera jako symbol i jako osoba. Porwanie się na spektakl o ostatnich dniach życia ikony masowej wyobraźni oznacza na ogół artystyczne samobójstwo. Przy opisywaniu zmierzchu wielkich twórców łatwo bowiem popaść w biografizm podszyty prostą pedagogiką albo w klisze. Romuald Pokojski - reżyser "Złamanych paznokci " - uniknął tego rodzaju mielizn, tworząc przedstawienie, w którym teatr lalek błyskotliwie przenika się z grą w planie aktorskim. To zasługa Anny Skubik, która wcieliła się w role Marleny i kochanki wielkiej niemieckiej artystki. Aktorka, opisując zażyłość między kobietami, nie sięga wyłącznie po motywację erotyczną. Ich relacji nie tworzy z taniej kokieterii - z tandetnego lesbijskiego tanga, które buduje banalna i agresywna gra miłosna. Jej bohaterki mówią jednym głosem. I im rozpaczliwiej Marlena stara się porzucić wizerunek femme fatale, jaki pielęgnowała przez lata, tym bardziej czuje się stara i samotna. Im silniej zaś powraca do przeszłości, zauważa, że mężczyźni dziś nie trzymają jej wyblakłych zdjęć w portfelach, a reszki cielesnej świetności utrzymała jedynie w zgrabnych nogach - tym niezawodnym fetyszu, który niegdyś czynił dosłownym każde literackie i teatralne pożądanie. Dietrich w interpretacji Pokojskiego i Skubik nie starzeje się pogodnie. Zrozumiała, że całe życie była lalką - istotą tak wyidealizowaną, że aż niewiarygodną; symbolem, który z chwilą śmierci straci znaczenie. Niektóre fragmenty "Złamanych paznokci" są bez wątpienia zrozumiałe tylko dla wytrawnych biografów Dietrich, a w tym ledwie fabularnym spektaklu niekiedy nie czuć konfliktu porządkującego akcję. Spektakl mimo to doskonale przylega do kobiecej wrażliwości, której nieobca wydaje się myśl o starzeniu się ciała. Opowieść o słynnej aktorce ma swój wymiar uniwersalny i ostateczny. W końcu mówi o ludziach - tych wielkich i tych małych - których ominie najważniejszą wiadomość od świata. Tę tradycja nakazuje wpisywać w czarne kontury klepsydr.” "Starzejąca się niezła lala" Grzegorz Giedrys Gazeta Wyborcza - Toruń nr 297; 20.12.2007 r.
|
|
|